O tym, jak ważne jest wyrażać siebie i mówić o uczuciach, opowiada Krystyna.


Moment, w którym szukamy pomocy u psychologa, to często moment kiedy już sami sobie nie dajemy rady… Moment, kiedy dzieje się coś złego i nie umiemy znaleźć wyjścia z sytuacji... Czy w Pani przypadku tak właśnie było?

Tak. Chociaż uważałam się za osobę silną. A wcześniej przez wiele lat borykałam się z różnymi problemami i dorobiłam się naprawdę ciężkiego bagażu doświadczeń... Nieraz zwycięsko wychodziłam z niejednej bitwy; byłam przyzwyczajona, że lęk, cierpienie to emocje, które zawsze mi towarzyszyły… w pewnym momencie jednak zaczęłam zauważać, że nadmiar tego cierpienia powoduje, że nie daję rady tak dalej żyć… Główne emocje jakie mi w tamtym czasie towarzyszyły, to: przygnębienie, zmęczenie, zobojętnienie. Zaczęłam oddalać się od najbliższych – i to chyba było najtrudniejsze i najboleśniejsze… Do tego doszedł silny ból fizyczny, naprawdę silny, który sugerował istnienie jakiejś choroby – ból dotyczył różnych narządów. Przechodziłam ogrom badań, ogromny stres, niewyobrażalny strach. Spędziłam wiele godzin w gabinetach lekarskich diagnozując źródło bólu.

Czy miało to związek z chorobami fizycznymi?

Wcześniej przeszłam dwie choroby nowotworowe. Ale lekarze, badając przyczyny bólu… wykluczali nawrót. Jednocześnie, ja czułam się coraz gorzej. Wtedy, ktoś bliski po prostu wziął mnie za rękę i zaprowadził do Ośrodka Vide… Trafiłam na terapię dokładnie w tym momencie, kiedy moje życie było tylko bolesne i dla mnie samej zupełnie niezrozumiałe… Pomyślałam, że to jest dla mnie ostatnia szansa.

Co zdiagnozował psychiatra?

Zdiagnozował nerwicę lękowo-depresyjną. I jak się okazało – nerwica ta była już w bardzo rozwiniętym stadium.

Żaden z lekarzy nie zwrócił na to wcześniej uwagi?

Nie. Ta nerwica wkradała się w moją codzienność bardzo powoli. Bardzo niezauważalnie. I od wielu lat przybierała na sile. Właściwie pod koniec, tuż przed podjęciem terapii to był jakiś koszmar…

Czy ta nerwica była związana ze stresem związanym z chorobą nowotworową?

Kiedy trafiłam do psychiatry byłam pewna, że podłożem mojego złego samopoczucia jest właśnie silny stres, to całe przeciążenie, przemęczenie, którego tłem są obie te choroby. Tymczasem okazało się to kroplą w morzu...

A co było sednem?

Dużo by o tym mówić. Wpłynęło na to wiele czynników – rodzinnych, genetycznych, środowiskowych. Okazało się, że nerwica w moim życiu była nieunikniona.

W Ośrodku Vide chodziłam na terapię grupową. Początkowo byłam nieufna, bo nie należę do osób, które łatwo się „otwierają”. Wydawało mi się to bez sensu, żeby rozmawiać o swoich osobistych sprawach z obcymi ludźmi. Szybko się okazało, że leczenie jest łatwiejsze wśród ludzi z podobnymi problemami. W dodatku, jeżeli otrzymujesz od nich zrozumienie i wsparcie. To tam uświadomiłam sobie jak długo ukrywałam przed bliskimi, to jak naprawdę się czuję; jak bardzo wstydziłam się siebie. I nie rozumiałam siebie. Pokazano mi jak ważne jest w życiu zaspokajanie własnych potrzeb, wyrażanie siebie, mówienie o sobie, o swoim życiu wewnętrznym. Na początku terapii nie umiałam mówić o uczuciach, nie umiałam nawet ich nazwać… Dzień po dniu, mogłam przełamywać tę nieumiejętność, strach i wstyd. Przestałam się czuć inna, mogłam nareszcie być sobą, odsłonić się… Kiedyś wszystko w sobie dusiłam – teraz umiem nazywać swoje uczucia i je wyrażać. Mam nadzieję, że szczególnie docenia to mój mąż (śmiech).

A czym okazał się ból fizyczny?

Ten ból fizyczny, który odczuwałam był objawem zaburzeń lękowych. Teraz już wiem, że ciało jest świetnym narzędziem, które daje znak, że coś się złego ze mną dzieje. W rezultacie tego, że zachorowałam na nerwicę, trafiłam na terapię i mogłam poznać siebie. Myślałam, że siebie znam, a okazało się być to nieprawdą… Psychoterapeuci podchodzili do każdego problemu i każdego uczestnika terapii bardzo wnikliwie, mogłam się „dokopać” prawdziwych, szczerych uczuć i emocji. Dziś zatem, kiedy się budzę i czuję, że coś jest nie tak, to się zastanawiam: co ciało chce mi powiedzieć? I akceptuję to, że są lepsze i gorsze dni. Na szczęście tych lepszych dni jest więcej... Oczywiście, nadal pojawiają się bóle somatyczne. Ale wiem jak zastąpić nieprzyjemne, trudne emocje czymś miłym. Od momentu ukończenia terapii było różnie. Ale nigdy nie było już takiego momentu, kiedy powiedziałabym, że jest beznadziejnie.