O tym, jak nerwica wpływa na życie, ale i o tym, że nerwica jest chorobą, którą można skutecznie leczyć mówi Katarzyna.


Jak Pani wspomina czas, kiedy była Pani chora?

Bardzo źle. To było ponad pół roku „wyjęte” z życia. Czasem myślałam, że po prostu… zwariowałam. Myślałam, że jestem ciężko chora. Problem polegał na tym, że nie wiedziałam na co…

Ta niewiedza musiała wzbudzać dodatkowo niepokój. Co się z Panią działo?

Tygodniami cierpiałam na bezsenność, drżały mi ręce, miałam problemy z oddychaniem – duszności, bezdechy, kołatanie serca... Myślałam, że mam problemy z ciśnieniem. Szukałam więc pomocy u kardiologa – ale to nic nie dało. Trafiłam do lekarza pierwszego kontaktu, robiłam sobie badania profilaktyczne… To też niczego nie zmieniło. Lęk nie ustępował, a ja nie umiałam racjonalnie patrzeć na codzienne zdarzenia. Nie umiałam normalnie funkcjonować – a przez bezsenność, byłam już bardzo zmęczona fizycznie…. Na szczęście, miałam bardzo silne wsparcie ze strony męża. Wielokrotnie ze mną rozmawiał. W końcu poradził mi, żebym poszukała wsparcia u psychologa albo psychiatry. Moja mama też była zdania, że nie można tego co się ze mną dzieje, ot tak, zostawić.

Zatem kolejnym lekarzem, z którym się Pani skontaktowała był psychiatra. Czy dowiedziała się Pani czegoś nowego?

Tak! To właśnie wtedy, kiedy porozmawiałam z psychiatrą i opowiedziałam o swoich objawach  - dowiedziałam się, że to jest tylko, a może aż… nerwica! Byłam bardzo zaskoczona tą informacją. Nie miałam pojęcia, że to, co się ze mną działo, to po prostu objawy nerwicy! Spadł mi kamień z serca. Pani doktor od razu zasugerowała mi podjęcie terapii.

I trafiła Pani na terapię grupową...

Tak. Jak się okazało, to była grupa bardzo różnorodnych ludzi – spotkałam bowiem osoby różnych profesji, różnych zawodów, osoby bardzo młode, jak i w wieku emerytalnym… To było ważne doświadczenie. Dzięki temu zobaczyłam, że nerwica dotyka różnych ludzi i że każdemu może się przytrafić. Zobaczyłam też, że nie jestem sama. Kolejna kwestia to wiedza, jaką z terapii wyniosłam. Brałam udział w wielu zajęciach i wykładach poświęconych samej nerwicy – bardzo przystępnie podanych; w grupie dowiadywaliśmy się, skąd się bierze nerwica, jakie czynniki ją wywołują... Dzięki tym wykładom zrozumiałam, że nerwica to choroba. Choroba, którą należy leczyć, ponieważ sama nie minie. A zatem, że wszystko to, co się ze mną działo, to były jedynie objawy choroby – a nie cechy mojego charakteru czy osobowości! I -tak jak jedni cierpią na choroby ortopedyczne czy kardiologiczne- tak ja mam nerwicę, bo należę do osób, które mają słabszy układ nerwowy... Poczułam wtedy wielką ulgę.

Czy wspomagała się Pani lekami ?

Tak. Chociaż nie chciałam brać tabletek – uważałam to za ostateczność. Bałam się tego. Pani doktor jednak bardzo dobrze dobrała mi leki, dzięki nim wyciszyłam się, zaczęłam normalnie spać. Mogłam nareszcie zająć się sobą. Bardzo sobie chwalę działanie leków. Dziś, kiedy sobie przypominam jak się czułam, zanim podjęłam leczenie, nie potrafię zrozumieć, jak ja mogłam w ogóle wtedy funkcjonować! Przyznam, że wspominam swoją terapię z ogromnym entuzjazmem i nadzieją. Poza tym, czułam się na niej bardzo bezpiecznie, bo trafiłam wówczas do Ewy Książek-Kubisiak, którą znałam wcześniej z terapii DDA i grupy Enneagram. Pamiętałam, jak wartościową jest osobą i jak wiele się od niej nauczyłam. Tak było i tym razem. Na terapii nauczyłam się przede wszystkim wyrażać siebie i dbać o siebie: do dziś dbam o ciało, dbam o dietę, wiem kiedy powinnam odpocząć. Do dziś, codziennie,robię także trening relaksacyjny – wyrobiłam w sobie taki dobry nawyk. Dbam w ten sposób o higienę własnej psychiki i umysłu. I zapobiegam ewentualnym nawrotom nerwicy.