O uzależnieniu od jedzenia, o tym na czym polegało i jakie miało podłoże, rozmawiamy z Elżbietą.


Co zadecydowało o tym, że postanowiła Pani wybrać się do psychologa i podjąć terapię?

To był przypadek. 7 lat temu mój bardzo bliski przyjaciel trafił na oddział dla osób uzależnionych od alkoholu. To wydarzenie spowodowało, że zaczęłam się interesować psychologią. Czytałam kolejne książki o uzależnieniach, o nałogach. Nie miałam wtedy pojęcia, że i ja sama jestem uzależniona... Myślałam po prostu, że lubię jeść.

A tymczasem?

A tymczasem w jednej z tych książek natrafiłam na historię pani uzależnionej od jedzenia. Przeczytałam kilka razy i co się okazało? Wszystkie objawy, które opisywała ona, odnajdowałam u siebie! Wtedy po raz pierwszy zadałam sobie pytanie, czy to aby przypadkiem i ja nie jestem uzależniona. I postanowiłam rozpocząć terapię.

Jakie objawy, opisane w książce odnalazła Pani u siebie? W czym przejawiało się Pani uzależnienie od jedzenia?

W nieumiejętności radzenia sobie z trudnymi emocjami, takimi jak złość, ból, smutek, stres... Bo to, co przeżywałam, było tak silne i tak intensywne, że wszystko się we mnie niemal „trzęsło”. Musiałam to zagłuszyć jedzeniem.

To  bardzo podobny mechanizm do uzależnienia od alkoholu.

Tak. Tak jak alkoholik mówi „nosi mnie, więc muszę się napić wódki” tak  ja, kiedy byłam zdenerwowana, w stresie - czułam przymus jedzenia... Nie byłam w stanie nad tym zapanować. Jadłam wtedy batony, czekoladę, słodki napój, jedzenie typu fast food... Wszystko co jest kaloryczne i niezdrowe. I dopiero wtedy się uspokajałam… Z czasem jednak zauważyłam, że to uczucie błogości, spokoju, ukojenia trwało tylko chwilę. Bo potem, kiedy najadłam się tak bardzo, że nie mogłam już oddychać… pojawiały się wyrzuty sumienia. Depresja, złość. Podejmowałam więc decyzje o tym, że muszę coś z tym zrobić – ograniczyć jedzenie, przestać jeść słodycze! Ale kolejny dzień był… taki sam. Moje postanowienia kończyły się w chwili, kiedy znów się zdenerwowałam i znów się najadłam, i znów miałam wyrzuty sumienia i depresję. Dokładnie tak samo jak alkoholik – kiedy po piciu następnego dnia ma kaca…

Jak Pani pomogła terapia?

W czasie spotkań indywidualnych w Ośrodku Vide, wspólnie z panią psycholog, analizując moje dzieciństwo, doszłyśmy do najmłodszych lat mojego życia… Okazało się, że mój problem zaczął się kiedy w wieku 4 lat straciłam mamę… Ojciec był bardzo surowy… Ja, osierocona, mała dziewczynka czułam niezaspokojoną, ogromną potrzebę miłości, akceptacji, zauważenia. Musiałam się więc czymś pocieszać. Padło na słodycze. To był taki „lek” na to kiedy, było mi źle, smutno, tęskno… Jak zjadłam coś słodkiego, robiło mi się błogo, czułam ulgę... To wówczas wytworzył się ten mechanizm – a z czasem nawyk i nałóg. Ta terapia była więc dla mnie uzdrowieniem – dziś umiem radzić sobie w momentach kryzysowych. Mówię kryzysowych, ponieważ wiem, że nałóg nie umiera nigdy.

Jak Pani dziś sobie z nim radzi?

Mechanizm nadal jest taki sam: kiedy się zdenerwuję, zaczyna mnie „nosić”, cała się trzęsę i drżą mi dłonie. Wtedy w monologu wewnętrznym mówię sama do siebie: „Uważaj, nadchodzi atak, musisz sobie go w głowie przepracować”. Staram się wówczas uspokoić, zrobić sobie herbatę, zacząć czytać książkę… Robię szereg zastępczych czynności i wtedy ten atak odchodzi. Tego się nauczyłam na terapii i jestem z tego bardzo zadowolona. Kiedyś rządził mną nałóg. Dziś używam rozumu. Najłatwiej by było, żeby osoby, które są uzależnione od jedzenia mogły przestać zupełnie jeść – ale to nie jest możliwe. Codziennie odbywam pracę nad sobą. Dzięki temu czuję się mądrzejsza, bardziej świadoma, dojrzała. Mam  też poczucie, że chciałabym coś robić dla innych – pomagać im, uświadamiać im na czym polega ten problem.

W jaki sposób chciałaby Pani się tym zająć? Co chciałaby Pani robić?

W dzisiejszych czasach dopiero zaczyna się mówić o uzależnieniu od jedzenia – niestety, nadal jest mała świadomość społeczna na ten temat… Tymczasem widzę wokół siebie bardzo wielu ludzi, którzy cierpią tak jak ja cierpiałam. Chcę coś dla nich zrobić. Chcę uświadamiać ludziom, na czym ta choroba polega i jak mogą sobie pomóc. Jestem osobą, która podjęła się wszystkim możliwych środków by zwalczyć nadwagę. I jestem żywym dowodem na to, że dwie operacje bariatryczne, które kosztowały mnie wiele zdrowia i pieniędzy – zmniejszenie żołądka, gastric bypass – nigdy nie wyleczyły mojej głowy. Bo pierwszym kluczem do sukcesu jest przejście terapii.