Dlaczego zdecydowała się Pani na terapię i zechciała w niej uczestniczyć?

Chyba nie mogłabym się zgodzić z twierdzeniem, że "chciałam" uczestniczyć w terapii.

To skąd pomysł, by się na nią wybrać?

Gdy dziś myślę nad swoimi motywacjami z tamtego czasu - rozpoczęłam terapię, bo oczekiwałam jakiejś zmiany… Podświadomie liczyłam też na to, że nareszcie ktoś się mną zajmie - psycholog, terapeuta, psychiatra. Czułam się tamtym okresie bardzo samotna. I zagubiona. Dużo wtedy piłam…

Czy w tamtym czasie ktokolwiek wiedział o tym, że jest Pani uzależniona?

Prawie nikt nie wiedział, ile piję i jak często... Ja sama nie dopuszczałam do siebie myśli, że jestem alkoholiczką. Niewiele osób wiedziało też o tym, że rozpoczęłam leczenie w ośrodku Vide.

Jak terapia Pani pomogła? Jak wpłynęła na Pani życie?

Na terapii bardzo dojrzałam. Zmieniłam się pod każdym względem - także fizycznym. Obrazowo mogę to ująć w ten sposób: na pierwsze dni terapii przychodziłam w glanach i wyciągniętym swetrze, a zakończyłam terapię w sukience... Dostałam tam drugie życie - jestem już inną osobą, innym człowiekiem.

Ale najważniejsze było to, że pozbyłam się ciężaru wyrzutów sumienia wobec bliskich. Z jednej strony - jako matka małych dzieci. Z drugiej - jako żona, bo tkwiłam w związku, który wówczas nie był udany… Dzięki terapeutom zrozumiałam, że alkoholizm jest chorobą. To mi dało nadzieję. Wcześniej ciągle szukałam odpowiedzi, wytłumaczeń, głębszych przyczyn swojego picia... Ciągle roztrząsałam: „Dlaczego to ja jestem uzależniona? Dlaczego mnie to spotkało?”. Na terapii – jako odpowiedź - słyszałam: „To jest po prostu choroba. Nie przyczyniłaś się do tego, że ona powstała. Tak jak inni nie przyczyniają się do tego, że cierpią na choroby nowotworowe czy grypę”. Zobaczyłam też, że mogę coś z tą chorobą zrobić. Uświadomiłam sobie, że to, co dalej stanie się z moim życiem zależy tylko ode mnie.

Mówi Pani, że nie chciała iść na terapię i nie czuła się osobą uzależnioną. To, co spowodowało, że trafiła Pani na terapię?

Pamiętam dzień, w którym - tuż po obudzeniu, rano - moją pierwszą myślą było pytanie zadane samej sobie: „Czy mam w domu alkohol?”. I ta ulga, że mam się czego napić... To tamtego dnia po raz pierwszy pomyślałam, że chyba mam problem, że „coś jest nie tak”. Jednak bardzo długo nie miałam świadomości, że jestem uzależniona. Po pierwsze - sama nie dopuszczałam do siebie takiej myśli, po drugie - nie usłyszałam od nikogo z zewnątrz, że mogę mieć problem.

A miała Pani wówczas jakąkolwiek wiedzę na temat tego, na czym polega ta choroba?

Nie. Dlatego byłam zaskoczona tym, że dzień po dniu, na terapii odkrywałam kolejne objawy uzależnienia oraz objawy zespołu abstynencyjnego… Przed terapią nie zastanawiało mnie, ani nie martwiło to, że wybudzałam się w nocy i potrzebowałam alkoholu. Tłumaczyłam sobie to faktem, że jestem zmęczona, że nie mogę spać i że tylko alkohol może mnie uspokoić… Jednocześnie wielokrotnie obiecywałam sobie „dzisiaj się nie upiję”. Ale to się nie udawało... Na terapii zrozumiałam, że alkoholizm nie wybiera, że alkoholizm może dotknąć każdego. Wśród pacjentów było bowiem wiele osób młodych, dobrze wyglądających… Ale podkreślę, że wcześniej moja wiedza na temat uzależnienia była niewielka. O podjęciu terapii zadecydowało więc pewne dość „widowiskowe” zdarzenie. Przełom nastąpił bowiem w dniu, kiedy byłam świadkową na weselu. Upiłam się tak bardzo, że potem czułam przed bliskimi wyłącznie wstyd. To po tym zdarzeniu podjęłam decyzję, że coś muszę z tym zrobić. Nie wiedziałam jeszcze gdzie iść po pomoc - poszłam więc na miting AA, a tam usłyszałam o Ośrodku Vide. Polecono mi to miejsce, jako sprawdzone - wiele osób korzystało z pomocy specjalistów z Vide. Zgłosiłam się tam więc na terapię. I tak rozpoczęłam drogę do miejsca, w którym jestem dziś.